FC Lingland, drużyna piłki nożnej założona została, aby ułatwić polskim dzieciom proces adaptacji w nowym dla nich świecie oraz złagodzić rozstanie z tym, co bliskie, swojskie i znajome: rodzinne miasto, dom, koledzy, szkoła... Nic nie zastąpi tego, co zostało w kraju, jednak dobrze jest znowu poczuć się w grupie, poznać nowych przyjaciół i razem osiągać sukcesy. Okazało się, że futbol jest doskonałym katalizatorem w procesie integracji naszych małych emigrantów z miejscową społecznością. Pod koniec czerwca 2010 nasze dzieci zostały zaproszone do połączenia się z miejscowy, angielskim klubem Towhill Emperors FC. Powstał nowy klub Townhill Lingland FC.
Dziękujemy za wsparcie ze strony Southampton City Council
Poniżej - historia naszego klubu Lingland Juniors. O przyszłych sukcesach nowego klubu będziemy informować na bieżąco już niedługo.
Z Andrzejem Walczakiem, trenerem Lingland Juniors, rozmawia Grzegorz Borkowski, Nowy Czas
Od kogo wyszła inicjatywa założenia polskiej drużyny dziecięcej?
Pomysłodawcami byli Andrzej Konwiński, pierwszy trener, który niestety już wrócił do Polski oraz trenujący do dziś razem ze mną, Adam Świerszczyński. Ja do klubu dołączyłem po odejściu Andrzeja. Początkowo były to zajęcia piłkarskie dla dzieci w wieku od 5 do 15 lat. Bardzo mocno wspierała nas S.O.S.Polonia. Graliśmy gdzie się dało, przy szkołach, w parkach. To właśnie wtedy dołączyły do nas dzieci portugalskie, pakiństańskie, hiszpańskie. Graliśmy wówczas w parku i bawiące się tam dzieci zainteresowały się nami. Zachęcone przez rodziców podbiegły, zapytały...i zostały w naszym klubie. Z czasem wyspecjalizowaliśmy się w dzieciach młodszych, gdyż starsze, te najbardziej utalentowane, odeszły do klubów angielskich.
Skąd pomysł zagrania w lidze angielskiej?,
Zaczęliśmy o tym myśleć o tym rok temu. Skoro gramy i trenujemy, to siłą rzeczy myśleliśmy o możliwościach zmierzenia się z drużynami angielskimi. Aby mogło się to odbyć formalnie trzeba oficjalnie zarejestrować klub sportowy w angielskiej federacji piłkarskiej. Kosztowało to nas wiele zachodu. Trzeba było przebrnąć przez górę papierkowej roboty. Trzeba było spełnić szereg wymogów formalnych. Musieliśmy wykazać, że mamy budżet wystarczający na funkcjonowanie klubu, opłaty organizacyjne, sędziów. Kolejnym wymogiem była kadra trenerska, posiadająca co najmniej kwalifikacje Level 1. Wreszcie, jako że pracujemy z dziećmi, niezbędne były specjalne certyfikaty o niekaralności CRB. Przebrnięcie przez te formalności, szczególnie przez część budżetową, zawdzięczamy w ogromnej części firmie Lingland państwa Storey.
Najbardziej liczy się to, że nasze dzieci grają! Emigracyjne maluchy to mali bohaterowie. Borykają się z wieloma bardzo dorosłymi problemami. Te, które niedawno dołączyły do rodziców straciły kolegów ze swojej klasy, z podwórka, zmieniły otoczenie... Dorosłym trudno się do tego dostosować, a co dopiero dzieciom. Piłka w towarzystwie mówiących tym samym językiem rówieśników to dla nich znakomite antidotum.