

Czy to koniec polskiej drużyny piłkarskiej Lingland Juniors? Czy też początek obiecującej przyszłości naszych dzieci i sukces?
Lingland Juniors już dawno przestał być wyłącznie polskim klubem piłki nożnej. Dołączyły do nas dzieci innych narodowości z angielskimi włącznie przeobrażając Lingland Juniors w prawdziwie międzynarodową, wielokulturową drużynę. I nagle.....
w maju 2010 przyszedł do nas Mike Caws, menadżer miejscowego młodzieżowego klubu piłkarskiego Townhill Emperors (wszyscy rdzenni Anglicy) z interesującą propozycją. "Brakuje nam dzieci" powiedział Mike "Żadne widoki na przyszłość. Mamy do wyboru - zamknąć klub albo połączyć się z kimś, na kim będzie można się oprzeć. Pomyśleliśmy o was. Co wy na to?" Połączenie obu klubów nastąpiło pod koniec czerwca. W Southampton narodził się nowy klub piłki nożnej Townhill Lingland FC, fanstastyczny dowód integracji naszych małych polskich emigrantów z miejscową społecznością. Jednogłośnie wybrano polskiego prezesa nowego klubu. Kolor "na wyjeździe": biało-czerwony. Dzieci się cieszą. Są potrzebne. Angielscy rodzice uważają, że połączenie z nami to szansa i cenny zastrzyk nowej energii. Polscy rodzice są mile zaskoczeni - widać te hiobowe wieści o Wielkiej Brytanii przeludnionej emigrantami są mocno przesadzone. Chyba nie jesteśmy aż takim ciężarem dla miejscowej społeczności skoro nasze dzieci zostały zaproszone do ratowania angielskiej drużyny piłkarskiej.
Gratulujemy obu drużynom (w jedności siła!) i życzymy Townhill Lingland FC wielu sukcesów w nowym sezonie!
____________________
SMUTEK DZIELONY Z INNYMI ZMNIEJSZA SIĘ O POŁOWĘ
CIĘŻAR DZIELONY Z INNYMI MOŻE STAJE SIĘ ŁATWIEJSZY DO UNIESIENIA
TO JEST WŁAŚNIE SOLIDARNOŚĆ
Townhill Lingland FC
Lingland Juniors, drużyna piłki nożnej dla dzieci założona została, aby ułatwić polskim dzieciom proces adaptacji...
Kliknij tutaj
Koło Ratunkowe
Sposób na przetrwanie: lekcje języka angielskiego, dostosowane do twoich...
Kliknij tutaj
Witamy na stronie SOS Polonia!
Początki życia na emigracji bywają trudne.. To prawdziwe przedzieranie się przez gąszcz nieznanych praw i przepisów, zwyczajów i zasadzek. Powinniśmy więc dzielić się wiedzą i doświadczeniem, wspierać się, dodawać sobie wzajemnie otuchy, rozpraszać obawy.
Po to właśnie jesteśmy. Wpadnij opowiedzieć nam kim jesteś i co Cię niepokoi.
Dyżur konsularny w Southampton - 7 lutego 2009
Bardzo serdecznie dziękujemy Pani Konsul Monice Panasiewicz i Pani Konsul Justynie Januszewskiej za cały długi dzień nieprzerwanej pracy w Southampton, który spędziły załatwiając sprawy naszych rodaków przybyłych licznie (zbyt licznie) na spotkanie z Konsulatem. Przepraszamy wszystkich, dla których już nie starczyło dnia. Dziękujemy za zrozumienie, że pierwszeństwo musieliśmy dać niemowlakom, których – jak się okazało – jest w naszym mieście wiele (zadziwiająco wiele!). Urodzone w Southampton z polskich rodziców (i nie tylko) czekały cierpliwie w kolejce po swój pierwszy paszport. No, nie zawsze cierpliwie. Były momenty, kiedy kilkoro niemowlaczków postanowiło nagle połączyć swe głosy w zbiorowym żądaniu polskiego obywatelstwa. Zapewne pół Southampton słyszało najbardziej imponujące fragmenty tych „koncertów”, zwłaszcza, że – ku naszemu zaskoczeniu – było w tym tłumie dzieci aż 6 par bliźniaków urodzonych tu ostatnimi czasy. Czy to powietrze Southampton? Czy coś w tej angielskiej herbacie? A może Polacy w naszym mieście podwoili swoje wysiłki w kierunku zabezpieczenia przyszłości tutejszej Polonii?
Bardzo też dziekuję nieocenionej i niezawodnej załodze S.O.S – Agnieszce, Ani, Januszowi i Monice, którzy poświęcili nam dobrowolnie i bez wynagrodzenie cały dzień pracy, żeby zorganizować, dopilnować i czuwać nad wszystkim. Dzięki wam, kochani, wszystko odbyło się sprawnie i pogodnie. Nie wiem co byśmy zrobili bez was w S.O.S.
Załączam parę fotografii – jutro dołączymy więcej

